Pracując na stanowisku asystenckim, specjalistycznym czy nawet kierowniczym, mamy swojego przełożonego, który powinien o nas dbać. Kiedy czegoś nie wiemy, nie jesteśmy pewni jaką podjąć decyzję, jak coś zorganizować, kiedy jest nam ciężko, czegoś potrzebujemy – jest ktoś, do kogo możemy się z tym zwrócić.

Jednak co w sytuacji, kiedy prowadzisz biznes, nie masz przełożonego, a:

  • na codzień bierzesz odpowiedzialność za firmę, a czasem zwyczajnie, po ludzku – nie wiesz co zrobić?
  • pojawiają się problemy firmowe, z którymi musisz radzić sobie samodzielnie i nie możesz o nich mówić, żeby chronić pracowników i dbać o interesy firmy?
  • musisz świecić przykładem, kiedy sytuacja firmowa Cię przytłacza, bo wiesz, że jeśli ujawnisz swój strach to będzie jeszcze gorzej?
  • czujesz się bezradny wobec okoliczności wpływających na biznes, a wiesz, że musisz działać?
  • odpowiadasz za losy pracowników firmy, czyli np. kilkudziesięciu, kilkuset lub nawet kilku tysięcy osób?
  • musisz wdrażać rozwiązania, które sprawiają komuś przykrość, a czasem nawet łamią serce w imię dobra biznesu?
  • bierzesz na barki presję, która po prostu Cię przerasta?
  • każdego dnia mierzysz się z sytuacjami o takim natężeniu stresu, z jakimi większość ma do czynienia zaledwie kilka razy w życiu?

Na reprezentantach Top Managment’u ciąży ogromna odpowiedzialność – za ludzi, firmę, wynik finansowy, zdarza się, że za to wszystko odpowiadają swoim majątkiem. Są ostatnim ogniwem decyzyjnym w firmie. Mogą zatrudniać doradców, którzy będą ich wspierać w różnych obszarach lub bazować na wiedzy pracowników, ale ostatecznie to oni odpowiadają za całą firmę – każdy jej aspekt funkcjonowania i organizację jako całość.

Często widzimy co posiadają – luksusowy samochód, zegarek, ekskluzywne wakacje,  a może warto zastanowić się jakie ponoszą koszty tego wszystkiego?

Nie finansowe.

Emocjonalne.

Z psychologicznego punktu widzenia to zdecydowanie zbyt duże obciążenie dla zwykłego śmiertelnika, a jednak prezesi, wiceprezesi, dyrektorzy zarządzający, finansowi, operacyjni, techniczni i wszyscy inni reprezentanci Top Managment’u funkcjonują, wydaje się, że nad wyraz dobrze.

Prawda jest taka, że te trudne emocje, które przeżywają na codzień gdzieś uchodzą lub są tłumione, trzeba nimi zarządzić nimi żeby nie wpływały destrukcyjnie, a to w tym przypadku gigantyczne wyzwanie wymagające ogromnej dojrzałości, głębokiej samoświadomości i niejednokrotnie – wiedzy psychologicznej. Często brakuje czasu, sił i determinacji żeby móc się tym zająć, a ponadto  zajmowanie się emocjami bywa na ostatnich miejscach listy priorytetów, kiedy w ich rękach leżą interesy firmy, często niejednej. Prowadzi to często do tego, że sięgają po najłatwiej dostępne metody. Niektórzy znieczulają się szklanką whisky, niektórzy wyładowują się na najbliższych, a czasem tłumią emocje do tego stopnia, że w pewnym momencie nie czują już nic. Czy trzeba się tego wstydzić?

Nie.

Warto zrozumieć, że nawet jeśli jesteś prezesem czy dyrektorem to też zasługujesz na to żeby poprosić o pomoc.

Może warto żebyśmy trochę łaskawiej spojrzeli na prezesów i dyrektorów w naszym otoczeniu?

Leave a comment